“Bohemian Rhapsody”, czy naprawdę trzeba coś więcej dodawać?

“Bohemian Rhapsody”, czy naprawdę trzeba coś więcej dodawać?

1 maja 2019 0 przez jakub

Dla znawców kina rok 2019 jest czasem wyzwań i mierzenia się ze starymi klasykami. Wśród niezliczonych sequeli oldschoolowych pozycji, “Bohemian Rhapsody” zdawało się wyróżniać świeżością, pomimo że był to jeden z najdłużej wyczekiwanych filmów ostatnich lat. Przedstawiamy i my jego krótką, subiektywną zajawkę.

Jeszcze zanim zaczął się właściwy seans, starsze panie siedzące za mną, w wieku przynajmniej moich rodziców toczyły zajadły spór, która to z nich w latach młodości bardziej kochała się we Freddiem. „Nawet Jan Paweł II uwielbiał Queen. Coś w nich musiało być świętego”- skwitowała ich koleżanka. Nie sposób było nie odnieść wrażenia, że jest się na jakimś zlocie fanów tego zespołu.

Pierwsze uderzenia bębna i już wiedziałem, że nie będę zawiedziony. Oryginalny soundtrack, wytłumiona sala i mnóstwo ludzi sprawiały wrażenie bycia na koncercie Queen. Trans ten, dzięki reżyserii Bryana Singera trwał właściwie aż po koniec napisów końcowych. Było energetycznie, miejscami płaczliwie, a przede wszystkim odważnie, lecz z wielką klasą.

Przez cały seans czuć było łapę Queen, a w szczególności Briana Maya. Nic dziwnego. Reżyser nie miał z pewnością wolnej ręki.  Oficjalne media od kilku lat trąbiły o pomyśle na film biograficzny. Nie było aktora, który nie chciałby zagrać Freddiego Mercurego. Początkowo stawiano na Sashę Barona Cohena, znanego z Borata i Ali G. Pomysł ten nie przypadł do gustu członkom zespołu, w związku z czym reżyser musiał rozpocząć od nowa poszukiwania. Finalnie w rolę gwiazdy rocka wcielił się zdobywający popularność Rami Malek. Świetny wybór moim zdaniem.

Musimy pamiętać, że często odważny wizerunek sceniczny lidera Queen znacząco odbiegał od codzienności. W biografii artysty, pisanej przez jego wieloletniego partnera życiowego, poznajemy Freddiego jako osobę pełną kompleksów, wyrozumiałości, o nieco neurotycznym nastawieniu. Taki też portret ujrzymy w Bohemian Rhapsody. Freddie jest w filmie artystą pełną gębą. Motorem do tworzenia stają się jego wewnętrzne rozterki nad miłością do kobiety, mężczyzn, konfliktami rodzinnymi i sensem swojego życia.

“Bohemian Rhapsody” to obowiązkowa pozycja dla wszystkich fanów dobrej muzyki! Polecamy!

REKLAMA